.
środa, 25 lutego 2015
Dziękujemy :*
Zacznijmy od początku - dzięki 1% mamy możliwość uczestniczyć na turnusie w Zabajce jak się nie mylę już 5 raz. Turnus ten za każdym razem przynosi nowe efekty i ułatwia życie Zuzi, a co za tym idzie i moje :) Więc jeszcze raz WIELKIE DZIĘKUJE w Waszą stronę za ten jedno procentowy gest, który daje nam oooooogromnie dużo :*
Etykiety:
Konie,
Postępy,
Przyjaciele,
Rehabilitacja,
Rodzina,
Zabajka
niedziela, 25 stycznia 2015
że niby wracamy ! :D
Znowu zaniedbałam bloga:( niby czas by się znalazł ale chęci jakoś brakło. Na głowie też niby wiele nie wiele... ale już jesteśmy i mam nadzieję, że już przerwy będą krótsze.
Może zaczniemy od tego, że mamy samodzielne kroki!:D muszę tylko to nagrać i się pochwalimy.
Jak co roku tak i tym razem ruszamy z 1% dla Zuzi. Dzięki Wam w tamtym roku udało nam się pojechać na dwa turnusy rehabilitacyjne dzięki którym Ziuta zrobiła ogromne postępy! Mam nadzieję, że i w tym roku uda nam się być chociaż na dwóch takich turnusach bardzo bym chciała. Po ostatnim pobycie w ośrodku Zuza machnęła po raz pierwszy swoje samodzielne kroki w liczbie więcej niż 2:D Mamy jeszcze wieleeeeee do osiągnięcia, a Zuzia ma ogromny potencjał aby zrobić ogromny krok ku lepszej przyszłości - dzięki Wam nasze marzenie jest do spełnienia!
Może zaczniemy od tego, że mamy samodzielne kroki!:D muszę tylko to nagrać i się pochwalimy.
Jak co roku tak i tym razem ruszamy z 1% dla Zuzi. Dzięki Wam w tamtym roku udało nam się pojechać na dwa turnusy rehabilitacyjne dzięki którym Ziuta zrobiła ogromne postępy! Mam nadzieję, że i w tym roku uda nam się być chociaż na dwóch takich turnusach bardzo bym chciała. Po ostatnim pobycie w ośrodku Zuza machnęła po raz pierwszy swoje samodzielne kroki w liczbie więcej niż 2:D Mamy jeszcze wieleeeeee do osiągnięcia, a Zuzia ma ogromny potencjał aby zrobić ogromny krok ku lepszej przyszłości - dzięki Wam nasze marzenie jest do spełnienia!
czwartek, 27 listopada 2014
aaa pomocy!! ;)
OO ja cię... nie mam pojęcia od czego tu zacząć, może od tego że nie wyrabiam ostatnimi miesiącami z niczym. Całe 5 tygodni spędziłyśmy w Polandii, a przed wylotem miałyśmy w domu gościa:) Wujek Maciek pojawił się u nas na tydzień - dość intensywny tydzień. W Polsce obijania też nie było. Przejechałyśmy z Zuzia ok. 4000 km w ciągu tego pobytu masakierra :) O pobycie wujka opisze kiedyś jak ogarnę fotki :D Tak czy siak w Polsce wylądowałyśmy 12 października na lotnisku we Wrocławiu odebrali nas dziadkowie i ruszyliśmy w kierunku domu :) Długo się nie nacieszyłam odpoczynkiem bo 15 października byłyśmy już w drodze do Zabajki :) Jechałyśmy z naszą ulubioną ciotką z Bytumia :P i jak zawsze nie obeszło się bez przerw i objazdów :)
W Zabajce Zuza ostro walczyła na wszystkich zajęciach . Na koniu znowu przeważnie spała :) Chociaż jazda z Ciocią Alicją przypadła jej bardziej do gustu, bo gdy tylko była przytomna uśmiechała się i gadała sama do siebie.
Mało co uczęszczałyśmy na zajęcia popołudniowe gdyż Zuza po tak intensywnym dniu była zazwyczaj wypompowana. Raz udało się nam skorzystać z zajęć i kryklać kredą po chodniku. Nie mam pojęcia co jej się bardziej podobało malowanie czy jedzenie kredy :P
W Zabajce Zuza ostro walczyła na wszystkich zajęciach . Na koniu znowu przeważnie spała :) Chociaż jazda z Ciocią Alicją przypadła jej bardziej do gustu, bo gdy tylko była przytomna uśmiechała się i gadała sama do siebie.
Mało co uczęszczałyśmy na zajęcia popołudniowe gdyż Zuza po tak intensywnym dniu była zazwyczaj wypompowana. Raz udało się nam skorzystać z zajęć i kryklać kredą po chodniku. Nie mam pojęcia co jej się bardziej podobało malowanie czy jedzenie kredy :P
sobota, 20 września 2014
Olbrzymia Babcia w Limerick
W końcu znalazłam i czas i siłę i sprzęt na którym można coś napisać :D Zacznijmy od tego, że wszystko mi się ostatnimi czasy psuje ;/ Laptop zrzucony przez Ziutkę szlag trafił, komórka poszła do piachu, drukarka też odmówiła posłuszeństwa... wydatki, wydatki, wydatki... Już wróciłam do żywych z nowym topkiem :)
Jakiś czas temu wybrałyśmy się na pewną wycieczkę do Limerick, żeby zobaczyć coś czego żadna z nas jeszcze nie widziała. Olbrzymia babcia przechadzała się uliczkami Limerick opowiadając przy tym historię. Babcia była jak żywa - pluła, paliła fajkę, sikała na ulicę. Mimika jej twarzy wprawiała ludzi w osłupienie. Wszystko takie dopracowane. Zuzia jak to Zuzia znowu większą część przespała :)
Jakiś czas temu wybrałyśmy się na pewną wycieczkę do Limerick, żeby zobaczyć coś czego żadna z nas jeszcze nie widziała. Olbrzymia babcia przechadzała się uliczkami Limerick opowiadając przy tym historię. Babcia była jak żywa - pluła, paliła fajkę, sikała na ulicę. Mimika jej twarzy wprawiała ludzi w osłupienie. Wszystko takie dopracowane. Zuzia jak to Zuzia znowu większą część przespała :)
Etykiety:
Giant Grany,
Lato,
Limerick,
Piasek,
Pierwszy raz,
Postępy,
Przyjaciele,
Rocky Bay,
Serek,
Wycieczki
środa, 20 sierpnia 2014
West Cork, a raczej mała jego cząstka...
AaAAAA zacznę od tego, że już miałam gotowego posta i wszystko diabli wzięli bo się nie zapisało więc startuje na nowo ;d .
Kolejna przygoda za nami! Tym razem pojawiłyśmy się w West Cork. Z samego rana wyjechałyśmy w stronę Clonakilty po drodze zatrzymałyśmy się na plaży o nazwie Owenahincha jak się to czyta nie mam pojęcia :D Ciocia K. nigdy tam nie była, ale plaża przypadła jej do gustu w 100 %, tak bardzo, że odwaliła numer roku (takie małe PS już nie film z Rayanem, a owa sytuacja na plaży będzie mnie bawić do łez - nie było to wtedy takie śmieszne!!) Tak to niestety się zdarza jak skały wyrastają nie wiadomo skąd! Dobrze, że nie było to takie groźne na jakie wyglądało i nasza podróż mogła trwać dalej !! Wspominam o tym bo chce za kilka lat przypomnieć to sobie i wrócić wspomnieniami do momentu gdy zadawałaś mi dziwne pytania :)
Kolejna przygoda za nami! Tym razem pojawiłyśmy się w West Cork. Z samego rana wyjechałyśmy w stronę Clonakilty po drodze zatrzymałyśmy się na plaży o nazwie Owenahincha jak się to czyta nie mam pojęcia :D Ciocia K. nigdy tam nie była, ale plaża przypadła jej do gustu w 100 %, tak bardzo, że odwaliła numer roku (takie małe PS już nie film z Rayanem, a owa sytuacja na plaży będzie mnie bawić do łez - nie było to wtedy takie śmieszne!!) Tak to niestety się zdarza jak skały wyrastają nie wiadomo skąd! Dobrze, że nie było to takie groźne na jakie wyglądało i nasza podróż mogła trwać dalej !! Wspominam o tym bo chce za kilka lat przypomnieć to sobie i wrócić wspomnieniami do momentu gdy zadawałaś mi dziwne pytania :)
Etykiety:
Bantry,
Kilbritain,
Lato,
Lough Hyne,
Owenahincha,
Plaża,
Postępy,
Raczkuję,
Warren Beach,
Wodospad
Subskrybuj:
Posty (Atom)
